Luksus osobisty

Ubiegły piątek był piątkiem specjalnym. Wyjątkowym, bo czarnym. Żeby nie było – Black Friday jest wydarzeniem, które można dobrze wykorzystać. Czasami sklepy faktycznie oferują rabaty i promocje, które mają sens. Ale to nie znaczy, że musisz kupić wszystko na co popatrzysz. I czy Ty naprawdę tego wszystkiego potrzebujesz?

W piątek wpadłam na pomysł, którego zaczęłam żałować właściwie od razu. Otóż od pewnego czasu cierpiałam na brak kurtki do wychodzenia z Ilvą. Na bomberkę już za zimno, wełniane płaszcze raczej nie sprawdzają się w lesie i błocie, wiec wymyśliłam czarną, ocieplaną parkę. Przejrzałam wiec wszystkie kurtkowe kolekcje w internecie i znalazłam parkę sensowną. A ponieważ w piątek miałam akurat 30 min wolnego pomyślałam, że podjadę do najbliższego centrum handlowego i ją kupię, może nawet będzie odrobinę tańsza z okazji Black Friday.

Co to był za głupi pomysł…

Sznur samochodów, polowanie z partyzantki na miejsca parkingowe, przepychanie się w drzwiach – już na wstępie było źle, ale pomyślałam, że jakoś to będzie, przecież ja tylko do jednego sklepu, ciach po parkę i w nogi do domu.

Dotarłam do sklepu obita w windzie dziecięcym wózkiem. Dobra, przejdzie – myślałam, w końcu Ilva regularnie dorzucała mi nowe siniaki do kolekcji, więc co tam jeden więcej od wózka. Przebiegłam przez sklep między ludźmi przypominającymi zombie, którzy wyrywali sobie kolejne ciuchy. Wzięłam kurtkę i sprawnie pobiegłam do przymierzalni – męskiej, w końcu czas gonił niemiłosiernie, a mężczyźni przymierzają szybciej.

I owszem, przymierzają szybciej, chyba, że przymierzają z mamą…

Byłam druga w kolejce i druga pozostałam, bo po 20 minutach czekania zwątpiłam zupełnie. Dobra, zaczęłam już być poirytowana, już nic mi się nie chciało przymierzać, więc uciekłam do kasy. A tam….. kolejka. Ok, w sumie nie ma co się czepiać, w końcu wyprzedaż, tłumy ludzi, co zrobić. Zaraz dołączyły jednak kolejkowe aferzystki, które zaczęły podważać kierunek owej kolejki, bo one jednak sądzą, że stoją dobrze, a pozostałe 20 osób za mną stoi nieodpowiednio. Czasu na te dyskusje było dużo, bo dwie panie przede mną przyniosły całe swoje zakupy życia po to, by zrobić zwrot na wszystko i od razu kupić jeszcze raz tylko taniej. Najwyraźniej to najnowszy sposób rezerwowania rozmiarów podczas wyprzedaży przez Polki. Do tego sklep wybrał najbardziej powolne i zblazowane kasjerki w historii firmy, które mając niewiele ponad 18 lat okazywały swoją jawną pogardę i wyższość klasową każdej osobie po drugiej stronie lady. Do tego problem „skończył się papier w kasie” okazał się być problemem nierozwiązywalnym, wymagającym reakcji najwyższych władz firmy. Czas leciał…. Mimo wszystko postanowiłam się nie denerwować, w końcu i mi dane będzie zapłacić za tą nieszczęsną parkę. Kiedy przyszła moja kolej, pani ciągle gardząc nabiła towar na kasę rzucając pod nosem „akurat na tą kurtkę nie ma rabatu”… Kurtyna…

wilczak czechosłowacki

Tygrysy w ogrodzie

Żyjemy w czasach, gdzie wszystkiego jest za dużo. Nawet jeśli sprecyzujemy swoją potrzebę, jak ja potrzebowałam czarnej parki, jej wariantów jest multum. Kiedyś luksusem była możliwość kupienia jak największej ilości rzeczy, przedmiotów czy dóbr. Ogromnych przestrzeni, pięciu łazienek na jedna osobę. Ale czy naprawdę jest nam to wszystko potrzebne? Kiedy zapytacie się o zdanie osób wyjątkowo majętnych, powiedzą Wam, że pieniądze i towary dodają poczucia wyjątkowości tylko do pewnego momentu. Później kolejna podwyżka, kolejna kurtka czy kolejne buty nie cieszą już specjalnie. To jak z tortem – pierwszy kawałek wciągasz z radością, ale trzeci nie wywołuje już żadnych emocji. Zaczyna się więc szukanie jak najbardziej wymyślnych i wyrafinowanych dóbr czy usług, które na nowo obudziłyby to poczucie wyjątkowości – złote klamki, tygrysy w ogrodzie, aligatory w stawie…

Luksus posiadania czasu

Jednak wiele ludzi zaczyna definiować luksus zupełnie inaczej. Nie wiem czy również to zauważacie, ale luksusem przestają być dobra. Luksusem w dzisiejszych czasach jest… czas. Czas, który można albo kupić, albo wygospodarować. Spacer nad morzem z psem, kiedy wszyscy siedzą w biurze. Kawa w ogrodzie. Poranny widok przez okno na drzewa i ptaki. Dbanie o zdrowie, wysportowane ciało. Jogging o świcie przy wschodzie słońca. I poczucie jakości tego swojego czasu. Czas jest właśnie tym, czego nikt obecnie nie ma. Więc jest dobrem wyjątkowo premium.

Jestem osobą, która od zawsze pracuje dużo. Dużo za dużo. Medycyna to trochę praca a trochę jednak 24 godzinne życie. Nie do końca da się to oddzielić. Wiele lat pracowałam dla ludzi, którzy poczucie zaangażowania i miłość do swoich zajęć wykorzystywali wyjątkowo bezwzględnie. Po czasie okazywało się, że jest się niewolnikiem z brakiem przyzwolenia na życie prywatne. Zwierzęta dają jednak pewien dystans, dzięki któremu w porę można się obudzić. Psy wytrącają z rutyny wykonywanych czynności, dając ciału i umysłowi oddech, o którym często zapominamy. Nawet samo to, że musisz wyjść z psem na spacer, bez względu na pogodę czy ważność wykonywanych czynności. Okazuje się, że wizja zasikanego dywanu działa motywująco lepiej niż niejeden „absolutnie nieprzesuwalny!” deadline. Perspektywa jaką daje w życiu zwierze pozwala czasami przystanąć i dać dobiec do siebie swoim myślom – serio? czy ja to w ogóle lubię? Czy ja tego na pewno potrzebuję?

Może jestem przypadkiem skrajnym, bo Ilva skutecznie oduczyła mnie gromadzenia rzeczy. Widać od szczenięcia była zwolenniczką minimalizmu, w szczególności mojego 😉 Nigdy nie przywiązywałam się zbytnio do rzeczy materialnych, teraz dodatkowo staram się myśleć co kupuję i po co to robię. Natomiast, kiedy miałabym definiować swój luksus osobisty, na pewno byłaby to możliwość decydowania o własnym czasie. Kiedy rano z kubkiem kawy spaceruje z Ilvą po plaży przed pracą, daje mi to nieprawdopodobny zastrzyk energii na cały dzień. Potem potrafię zrobić 300% normy z uśmiechem na twarzy. Praca z psem zmusza mnie do pracy nad sobą, a weekendy spędzone na spacerowych eskapadach po lesie koją wszelkie burze w myślach. Luksusem jest dla mnie możliwość otaczania się ludźmi, którzy mnie wspierają i na których mogę polegać. Pieniądze? To nie pieniądze są fajne, ale to co można za nie kupić. To co, można za nie przeżyć. Gdzie można za nie pojechać i co zobaczyć! A rzeczy? W ilu swetrach możesz chodzić na raz? W jednym, ale dobrym 🙂 W końcu #LESSISMORE.

A Ty? Co jest Twoim luksusem osobistym?

One thought

Dodaj komentarz