LOHAS – NOWOCZEŚNI ZIELONI

Już od dobrego czasu nie potrzebuję wielu rzeczy wokół siebie. A wręcz przeciwnie – wszystkie przedmioty ograniczam do minimum. Nie chodzi tu o obecnie panującą modę, ale jakąś wewnętrzną potrzebę przestrzeni. Za to te przedmioty, które towarzyszą mi na co dzień są naprawdę dobrej jakości. Jeśli już coś kupuję, chcę, żeby było to trwałe, pięknie wykonane, wiadomego pochodzenia, ustalonego składu. Mogę spokojnie wydać na to więcej pieniędzy, jeśli jest to coś, co spełnia moje wymagania. Otóż okazuje się, że mam teraz NAZWĘ! Jestem LOHASem!

Dzień jak co dzień

Na zakupy zabieram płócienne torby, a jeśli o nich zapomnę, to kupuję papierowe. Kocham kawę na mieście – zwykle zabieram ją na wynos będąc z Ilvą na spacerze. Wybieram miejsca, gdzie dostanę ją w papierowym kubku, bo zwykle nie chce mi się nosić po kieszeniach własnego. W moich ulubionych kawiarniach dekielki na kubki są albo z mączki kukurydzianej albo z papieru.

Nie jadam mięsa. Nie gotuję w domu. Zazwyczaj kupuję obiady w jednym z kilku punktów w Gdyni ze zdrową, ekologiczną żywnością i zbilansowanymi posiłkami. Dieta wegetariańska wymaga wielu składników i różnorodności, a wiem, że sama na bank nie przygotuję sobie jedzenia, które jest bardziej wymyślne niż makaron z pesto. Wolę zostawić to profesjonalistom. Jestem dzięki temu pewna, że wszyscy w moim domu jedzą zdrowo. I nie wyrzucam ani grama jedzenia.

Segreguję śmieci. Ale tak porządnie, bez oszukiwania. Nawet te męczące foliowe okienka z kopert wyjmuję i wrzucam do innego kubełka.

Dużo czasu spędzam na spacerach po lesie czy plaży. W ogóle dużo się ruszam. Ilva wymaga spacerów i socjalizacji, ja nie znoszę komunikacji miejskiej – dlatego najczęściej chodzimy wszędzie pieszo. Sprzątam śmieci pozostawione przez ludzi w absurdalnych miejscach. Potwornie martwią mnie zmiany klimatyczne i ludzka ignorancja. Nie leję wody z kranu bez sensu, choć kocham długie godziny w wannie z pachnącymi olejkami.

Kocham zwierzęta, które w moim domu były zawsze obecne. Wspieram pro zwierzęce i pro ekologiczne fundacje i rozpoczynam inicjatywy, które służą ochronie zwierząt. Mój 1% podatku co roku przekazuję schronisku dla zwierząt Ciapkowo w Gdyni (do czego i Was zachęcam!).

Wyobraź sobie, że ku mojemu zdziwieniu, okazuje się, że jestem LOHASem!

LOHAS

Kultura LOHAS

LOHAS to skrót od Lifestyle of Health and Sustainability i określa styl życia, który opiera się na zdrowiu, zrównoważonym rozwoju i równowadze z naturą. Po raz pierwszy tę grupę społeczną opisał w roku 2000 socjolog Paul H. Ray w swojej książce The Cultural Creatives: How 50 Million People Are Changing the World. Kulturowo kreatywni są optymistami kochającymi przyrodę i przywiązanymi do natury. Hołdują świadomemu konsumpcjonizmowi – wybierają produkty w trosce o dobro wspólnego środowiska. Są w stanie wydać więcej pieniędzy, ale mieć pewność, że wybrali dobrze i nie krzywdzą przy tym nikogo ani niczego. Dbają o zdrowie, cenią swój czas. Czują się odpowiedzialni za los tej planety, dlatego dążą do minimalizmu, braku marnowania jedzenia i innych dóbr. Co nie znaczy, że żyją w pełnej ascezie! Kochają komfort i nowoczesne życie. LOHAS po prostu wybierają bardziej przemyślanie, nigdy nie ad hoc.

Kulturowo kreatywni

LOHASi uwielbiają rozwój i kreatywność. Swój wolny czas spędzają często na kształceniu się, wykładach, medytacji czy jodze (Joga to akurat nie dla mnie… byłam ze dwa razy i moment odpoczywania i kontemplacji wspominam jako większy koszmar. Ja nie mogę usiedzieć w miejscu 10 minut, a wszystkie panie bite pół godziny medytowały w spokoju. Matko jaka byłam zmęczona tym odpoczywaniem!). Jeśli wyjeżdżają, unikają kurortów, gwarnych turystycznych miejscowości, wielkich hoteli z basenami. Wybierają głuszę, naturę, miejscowości zamieszkane przez lokalsów.

Życie w lesie

Głównym kryterium zaliczającym do grupy społecznej LOHAS jest świadomy konsumpcjonizm i wykorzystywanie go jako formy nacisku na wielkie firmy, które mają wpływ na nasze środowisko. Jednak w systemie myślenia pobrzmiewają echa pewnego eseju filozoficznego z 1854 roku. Walden, czyli życie w lesieHenry’ego Davida Thoreau mówi o przebiegu eksperymentu polegającego na dwuletnim, samotnym życiu w lesie w domku nad stawem Walden (USA) autora publikacji. Thoreau w swoich esejach zwraca uwagę na absolutną konieczność świadomego życia – samodzielnego myślenia, weryfikowania przyjętych odgórnie prawd, dokonywania osobistych wyborów i respektowania natury jako źródła wiedzy na temat życia. Oczywistym jest, że obecnie nikt nie będzie się zamykał w samotni, ale koncepcja zero waste, less waste, ethical living jest mimo wszystko bliska przesłaniu Thoreau.

Nowi zieloni

Chodzi o to, by wiedzieć czego się chce, nie popadać w pułapki marketingowe, wymagać określonego standardu i etycznych rozwiązań od tych, którzy mają największy wpływ na nasze otoczenie. Okazuje się, że swoimi decyzjami możemy łatwo wymusić określone działania na koncernach, które wydawałoby się, że narzucają nam systemy funkcjonowania. Bo czy koncerny utrzymają się bez sprzedaży swoich produktów?

Dlatego bywa, że wiele czasu poświęcam na znalezienie produktu, który nie jest testowany na zwierzętach. Albo takiego, którego ślad węglowy jest mniejszy niż pozostałych. Pracuję na swoje pieniądze i chcę, by trafiały do ludzi, który robią dla nas wszystkich coś dobrego. Nawet jeśli ten produkt jest droższy – trudno. Wydam więcej kasy, ale wiem, że żadne zwierzę nie straciło wzroku bo chciałam, by moje włosy były lśniące. Proste.

A może Ty też jesteś LOHAS? I dowiadujesz się o tym dopiero teraz? 🙂

WILD STORE jest właśnie pro eko. Długo nie mogłam znaleźć nic, co spełniałoby moje wymagania dotyczące produktów dla zwierząt. Stworzyłam więc własne. Ekologiczne, które nie wpływają na środowisko, są neutralne dla zdrowia zarówno naszych zwierząt jak i domowników. Tak, jak lubię!

2 Thoughts

  1. Do bycia „prawdziwym” LOHASem chyba wciąż mi daleko, ale próbuję! Nie słyszałam wcześniej tej nazwy, ciekawy pomysł na tekst 😀 A twoje produkty poza byciem eko są też niesamowicie piękne, zakochałam się w tej lince, chociaż jasny kolor trochę mnie przeraża, boję się, że po naszych spacerach już by się nie doczyściła.

Dodaj komentarz