5 ekologicznych grzechów głównych w Boże Narodzenie

Nie, to nie jest tekst, który będzie nakłaniał Was do świątecznej ascezy 🙂 To tekst o grzeszkach, które nie dość, że nie dają nam żadnych profitów (a przecież o to chodzi w grzeszkach), to jeszcze mają wyjątkowo zły wpływ na nasze środowisko. A bez zbędnego wysiłku można to zmienić z korzyścią dla obu stron. Oto 5 moich głównych typów!

Za dużo…

To chyba Główny Grzech Główny świąt. ZA DUŻO! I to nie jakoś wybiórczo – za dużo absolutnie wszystkiego. To nie jest tak, że będę Was tu nakłaniać do umartwiania i wstrzemięźliwości. Ale z przyjemnością zachęcam Was do bardziej świadomego podejścia do świątecznej konsumpcji. Kupcie mniej, ale niech te rzeczy mają lepszą jakość. Przygotujcie mniej jedzenia, ale takiego, które lubicie najbardziej. Niech w serniku będą dwie kostki masła i 12 jaj, ale niech ten sernik będzie JEDEN i zniknie w całości. Nie kupujcie tanich błyskotek na prezenty – wystarczy jedna rzecz, nawet droższa, ale która będzie później używana. Nie dajcie się wciągnąć w szał świątecznych akcji marketingowych, bo po fakcie okazuje się, że nie przynoszą ani radości ani oszczędności. I zawsze oszczędzicie sobie kilku siniaków nabitych przez osoby niekoordynujące swoich koszyków w hipermarketach 😉

Taśmy, kleje, brokat – dramat opakowań

Nie wiem czy wiecie, ale brokat to nic innego jak mikro plastik. Jeśli dostajecie szału, kiedy po tygodniu od zakończenia świąt wciąż coś Wam połyskuje na twarzy, pomyślcie jak się musi czuć planeta, która do końca naszego życia się go nie pozbędzie. Ja też lubię błyskotki, ale tylko w danym momencie i absolutnie w żadnym innym ;P Czy gra jest jednak warta świeczki? Dwa lub trzy lata temu bardzo modne były taśmy brokatowe do ozdabiania prezentów. Z ulgą widzę jednak, że trend ten powoli wygasa i wypiera go moda na materiałowe lub sznurkowe tasiemki. Moim zdaniem o niebo lepsze i piękniejsze. Z radością też przyjmuję instagramową modę na szary papier do pakowania prezentów, przyozdabianie gałązkami iglaków czy suszonymi cytrusami. Pstrokate opakowania przechodzą do lamusa, więc nie pakuj prezentów w hawajskie kolory jeśli nie chcesz sobie (lub swojemu dziecku) zrobić wstydu na Instagramie 😉

Nie mogę tu nie wspomnieć o swojej wtopie roku, kiedy to stawiałam z Ilvą pierwsze kroki w noseworku i wpadłam na genialny pomysł przyozdobienia prezentów suszonymi pomarańczami i laseczkami cynamonu. Jak pewnie wiecie (a może jeszcze nie wiecie?) to w sportowej lidzie noseworku pracuje się na trzech zapachach – cynamonu, pomarańczy i goździków. Ilva zawsze była obowiązkowa, a jeszcze nie odróżniała kontekstu, więc cały dzień spędziła na wskazywaniu nosem prezentów, a mi zajęło trochę czasu, żeby zrozumieć po co ona się tak gapi w tą choinkę ;))

Utrwalacze do roślin

Właściwie to powinnam zacząć makroskopowo, czyli od samych roślin. Karierę w święta corocznie robi Poinsecja, popularnie zwana Gwiazdą Betlejemską. Jej czerwone liście są równie zjawiskowe co niebezpieczne, bo jako dumna przedstawicielka swojego gatunku wilczomleczy jest silnie toksyczna (i kolejny lapsus językowy – jeśli coś jest niebezpieczne, to od razu ma w nazwie „wilczo” :/ ). Zarówno gałęzie, drewnina, korzenie, liście jak i sok Gwiazdy zawiera silnie trujące substancje, które powodują ostre zatrucia pokarmowe. Pierwsze objawy, które zauważymy to łzawienie, ślinienie się i przekrwienia śluzówek. Następnie zwierzę rozwija wymioty i biegunkę. Zatrucie to szybko może doprowadzić do odwodnienia, co z kolei do kolejnych powikłań – uszkodzenia nerek. Nie jest to problem jedynie kotów – nie wiem jak Wasze psy, ale zanim Ilva ukochała sobie pokrzywy, regularnie próbowała skrócić życie wszelkim domowym roślinom…

Skoro mówimy już o gwiazdach, to chciałam przytoczyć Wam również historię mojej prywatnej gwiazdy 😉 Jako opiekunka wilczaka zazwyczaj jestem przygotowana na Absolutnie Wszystko, ale przyznam, że zeszłoroczny bój z choinką mnie zupełnie zaskoczył. Kupiliśmy z Thomasem, jak co roku, błękitny świerk w doniczce. Był piękny, kupiony w miejscu, którego się nie podejrzewa o nic złego. Ilva całe szczęście mało interesuje się świątecznymi świerkami, więc strachu nie było. Mogłam jednak pomyśleć jaśniej, kiedy wieszając lampki na drzewku ukłułam sobie lekko dłonie igłami, a w miejscach pojawiły się swędzące bąble. Wydało mi się to dziwne, ale uznałam, że taka to już moja uroda, że dopadają mnie reakcje alergiczne w dziwnych momentach. Wzięłam leki antyhistaminowe i przeszło. Niestety dwa dni później Ilvę coś zainteresowało na pniu drzewa, więc włożyła pysk między gałęzie by powąchać dane miejsce. Po kilku minutach zaczął puchnąć jej cały pysk. Najprawdopodobniej na drzewko rozpylono jakieś substancje, które miały przedłużyć jego piękny look. Nie jest to może najbardziej blogowe zdjęcie roku, więc mam nadzieję, że Ilva nie będzie miała mi za złe jego publikacji 😉 Ale wrzucam Wam ku przestrodze. Zrobione na szybko telefonem, bo wysyłałam je lekarzowi Ilvy tuż przed wybiegnięciem z domu. Kiedy dojechałam do szpitala bardziej przypominała już Shar-pei’a niż wilczaka i zaczynała mieć trudności z oddychaniem. Podanie domięśniowe sterydu rozwiązało sytuację w 15 minut. Ale gdyby nie było mnie w domu?

Atak folii aluminiowej

Tu będzie krótko i na temat. Koniec ze sreberkiem na wszystko! Pamiętam z dzieciństwa, kiedy folię spożywczą lub aluminiową naciągało się na wszystkie talerze pozostałe po świątecznych posiłkach. Ciasto na wynos? W sreberku! Pełny półmisek? W sreberko! Sreberko nawet atakowało drzewka, kiedy okazywało się, że czubek jak zwykle się zapodział. Całe szczęście w naszych domach rodzinnych od dawna nie ma sreberkowych naciągaczy – pojemniki na posiłki wielokrotnego użytku sprawdzają się o niebo lepiej. Zajmują mniej miejsca w lodówce, nie przepuszczają zapachów, a w razie czego można je po prostu wrzucić w całości do zamrażalnika. Ci co mnie znają choć trochę, wiedzą, że w kuchni bywam sporadycznie i to głównie po kawę, więc jeśli coś można uprościć w kuchni i do tego z pożytkiem dla środowiska to będę pierwsza!

Rzeź choinkowa

6 milionów choinek – tyle w ciągu roku wycinamy drzewek na święta. Oczywiście, że to tradycja, ale nawet tradycję należy unowocześniać kiedy okazuje się szkodliwa. A żyjemy w czasach, kiedy nie możemy już pozwolić sobie na szkodliwość wobec naszej planety. Okazuje się jednak, że nie trzeba stosować żadnych radykalnych środków ani też iść na restrykcyjne kompromisy. Od kilku lat działają wypożyczalnie choinek, gdzie za naprawdę niewielką kwotę możemy wypożyczyć drzewko na święta. Kiedy je oddamy, wraca znów spokojnie do szkółki lub zasila zieloną renowację miejsc, które ucierpiały na skutek klęsk żywiołowych. Możemy też kupić choinki w doniczkach i na okres międzyświąteczny pozwolić im rosnąć na tarasach, balkonach i ogródkach. Mierząc się codziennie ze smogiem i mając do wyboru bezproblemowe, ekologiczne rozwiązania, chyba nie ma żadnego powodu by nadal wycinać miliony drzew. Dajmy żyć naszym choinkom, bo to od nich zależy jakość naszego życia.

To na pewno nie wszystkie świąteczne eko występki jakie istnieją. Wybrałam 5, ale chętnie poczytam o Waszych typach. Może na przyszły rok uda się zrobić z nich świąteczną eko listę przewodnią?

P.S. Nie napiszę tu o karpiach. Nie zrobię tego celowo, bo temat jest jasny i oczywisty – przykładanie się do cierpienia zwierząt jest karalne w naszym kraju i to rzecz, która jest NIEPODWAŻALNA.

Dodaj komentarz