OPEN’ER FESTIVAL 2019

Tegoroczny Open’er był 18tą edycją gdyńskiego festiwalu. Aż trudno uwierzyć, ale już 15ty raz rozpoczynam lato koncertami na Babich Dołach. 5 scen, 81 artystów, 13 km/25 tys kroków dziennie i hektolitry wody. Organizatorzy niestety zabraniają wnoszenia na teren festiwalu sprzętu fotograficznego z wymienną optyką, więc musiałam się posiłkować iPhone’em, do którego próbuję się przekonać od pewnego czasu. To był dobry test dla XRki jak i mojego nowo narodzonego związku z Apple. Warunki pogodowe były miejscami wyjątkowo paskudne. A ja z czasem doceniłam komfort biegania tylu kilometrów dziennie z lżejszym sprzętem niż mój ukochany Canon 😉

Line-up 2019

Do edycji 2019 chyba przylgnie na stałe łatka „trending on Spotify”. Line-up był w tym roku wyjątkowo mainstreamowy, skierowany do nowego pokolenia odbiorców muzyki. Wiele mówi się o śmierci muzyki rockowej na festiwalach i zastępowaniu ją przez coraz bardziej nowoczesny i prężnie rozwijający się rap. Dla mnie, będącej dzieckiem rock’a, nie są to najlepsze wieści, ale z ciekawością obejrzałam koncerty Travisa Scott’a, G-Eazy czy Stormzy (niestety nie miał TEJ kamizelki 🙁 ). Nie wiem czy przekonują mnie najnowsze produkcje hip-hopowo-rapowe. Muszę przyznać, że na oldschoolowym koncercie Jeru the Damaja i części Gang Starr Foundation sprzed miesiąca bawiłam się lepiej. Niemniej jednak, najpiękniejsza na festiwalach jest różnorodność, odkrywanie nowego i możliwość wynajdywania swoich prywatnych muzycznych perełek. Moją nową muzyczną miłością stał się zespół Idles grający brytyjski punk jakiego nie słyszałam od lat. Nie trzeba mnie długo przekonywać na koncert gdzie gra się głośno, gitarowo, z antyfaszystowskim i prowspólnotowym przesłaniem, a muzycy występują w boskerkach 🙂 Idles i ich „Never fight a man with a perm” na pewno zostaną ze mną na długo po festiwalu.

Drugim zespołem, na który bardzo czekałam to Greta van Fleet. Jeśli grupa na swojej stronie pisze, że ich ulubieni artyści to Jefferson Airplaine, Jimi Hendrix, Robert Johnson, Eric Clapton, the Doors i Led Zeppelin to nie może być źle 😉 Są takie koncerty, na których opada ci szczęka przy pierwszej nucie i szukasz jej jeszcze kilka godzin po występie. Tak było pod namiotem na Open’erze. Nieprawdopodobne zdolności wokalne 22letniego wokalisty Josha i mocne gitarowe granie w stylu lat 70tych uratowało wybitnie deszczowy i zimny dzień. Dla tego koncertu mogę moknąć kilka godzin raz jeszcze 🙂

Pogoda jak na Open’erze

Przyzwyczailiśmy się już, że co roku leje, choć takiego załamania pogody po 40sto stopniowych upałach chyba nikt się nie spodziewał. W porównaniu z edycją 2017, gdzie wichury zrywały telebimy, płyta lotniska tonęła w błocie a niektóre koncerty zostały przerwane ze względu na zalanie sprzętu, tegoroczna aura nie była aż tak beznadziejna. Po 8miu godzinach stania na wietrze i deszczu każdy może mieć jednak dość, więc zakaz wejścia do sklepu festiwalowego, żeby się ogrzać, mimo pustek w środku niemiło mnie zaskoczył. Podejście „pani kupi to się pani ogrzeje” to nie mój klimat i niewiele ma wspólnego z wyobrażeniem o wspólnocie festiwalu. Ja przecierpię, ale 19to letnie festiwalowiczki trzęsące się z zimna miały już zdecydowanie gorzej. Takich sytuacji zerowej empatii lub nawet czystej złośliwości poszczególnych osób z obsługi w tym roku było więcej. Mam jednak nadzieję, że nie staną się normą, bo festiwalowicze to nie bezimienne ciało do wydawania pieniędzy, a świadomi odbiorcy festiwalu, którzy kształtują jego charakter.

Open Fashion i awaria Instagramu

Były też dni pełne słońca o pięknych zachodach, czyli pogodowa istota tego festiwalu. Widziałam wiele pięknych zdjęć fantastycznych stylizacji na tle festiwalowego horyzontu i naszego miasta. Były neony, dresy, nerki i złote koce termiczne. Były czapeczki ze śmigiełkiem i kolorowe warkocze. Był Desperados, było siedzenie na trawie, rozmowy o muzyce. Była też wielka awaria Instagramu i popłoch w oczach próbujących uploadować foty. Czyli wszystko to, za co kocha się muzyczne festiwale!

Okulary z The Blog Shop musiały wylądować w mojej szafie. Jako, że ciężko było się zdecydować, wzięłam obie pary 😉 Pozdrowienia dla dziewczyn obok, mam nadzieję, że zaopatrzyły się w swoje, bo wyglądały świetnie. Zresztą, bez okularów wyglądały równie świetnie 🙂

Serce z Pins Wear skradło moje serce od razu – zostanie przy katanie:) Zawodowy odchył, co robić.

Open Eats

Gastro strefy pękały w szwach. Królowały oczywiście skrajności – vege i burgery. Do tego ilość stoisk z belgijskimi frytkami przytłaczała. Ale każdy mógł znaleźć coś dla siebie, czy akurat miał ochotę na czeczeńskie specjały czy gofra z nutellą. Nowością była kawa serwowana przez Starbucks.

Obywatelski i społeczny ?

Wraz z powstaniem strefy NGO Opener ambitnie postawił sobie za cel kształtowanie postaw obywatelskich. Co cieszy, sporo poświęcono zdrowiu. Polskie Towarzystwo Hepatologiczne zorganizowało darmowe testy na obecność wirusa HCV. Można było również dowiedzieć się więcej na temat profilaktyki jednego z najczęstszych nowotworów u mężczyzn – raka jądra. Kampania Odważni Wygrywają zainicjowana została przez fundację Gdyński Most Nadziei po historii pewnego Gdynianina Kuby, który wcześnie zachorował na ten rodzaj neoplazji. Odważni Wygrywają przypominają o samobadaniu i o tym, że wcześnie wykryty rak jądra jest w 100% wyleczalny. W NGO przypominano o nadchodzących wyborach i o tym, że każdy głos jest równy i ważny. Był WWF Polska, było Stowarzyszenie Otwarte Klatki i Stowarzyszenie Pomocy Królikom. Zauważalny był jednak brak organizacji związanych ze środowiskiem LGBT. Nie wiem czy to przypadek, czy poprawność polityczna, czy może organizator uznał, że wystawa Daniela Rycharskiego wystarczy. Mimo wszystko w NGO brakowało kolorów.

Open’er ≠ ekologia

Przykro mi to stwierdzić ale podejście do ekologii na festiwalu budziło grozę. Alter Art dużo o ekologii wspominał, największe światowe festiwale wprowadziły masę ekologicznych rozwiązań, więc rzeczywistość na Babich Dołach bardzo mnie zaskoczyła. Chciałam zrobić dużo zdjęć inspirujących ekologicznych postaw, a tu nic, zero, null. W food court’ach serwowano na plastikowych talerzach, z plastikowymi sztućcami i plastikowymi kubkami. Piwo przelewano ze szklanych butelek do plastikowych, jednorazowych kubków a te, które były za kaucję służyły głównie do przemycania wysokoprocentowych napojów na pole festiwalu. Ilość śmieci przerażała, szczególnie, że najwyraźniej przez 4 dni nikt ich nie odbierał. O ich zwykłej segregacji nie wspominając. Najbardziej eko postawę chyba zaprezentował Johnnie Walker, gdzie drinki wydawano w papierowych kubkach 😉 W porównaniu do tegorocznej edycji Glastonbury, gdzie nie tylko kubki, talerze i sztućce, ale nawet foliowe etui na książeczkę z programem zamieniono na materiałowe woreczki, to co wydarzyło się na Openie to szokujące nieporozumienie. Mam nadzieję, że to jednak wypadek przy pracy i w przyszłym roku będę mogła zachwycać się eko rozwiązaniami Alter Artu.

One thought

Dodaj komentarz