Na dachu w Barcelonie, czyli Mediterranean Urban Concept

„We are Mediterranean. We are cosmopolitan.”

Każdy ma swój safe house. Ja mam dwa:) Barcelonę i Oslo. Jeśli popytasz znajomych, na pewno okaże się, że co druga osoba uwielbia Barcelonę. Nic dziwnego, tego miasta chyba nie sposób nie lubić. Nie oznacza to jednak, że jest to banalny turystyczny spot. Barcelona jest przede wszystkim nieprawdopodobnie eklektyczna i każdy wraca z niej ze swoją wersją miasta w głowie i sercu. Najpiękniejsze jest to, że obojętnie jak kontrastujące są nasze sposoby spędzania czasu w Barcelonie, wszystkie będą miały wspólny mianownik – wspaniały, śródziemnomorski sznyt.

Mediterranean Urban Concept

To pewien pomysł na zapewnienie pełnego komfortu Twojego życia z uwzględnieniem i zachowaniem śródziemnomorskich tradycji. W Barcelonie masz odpocząć i być zrelaksowany nawet jeśli pracujesz na pełnych obrotach. Ponieważ służba medyczna nie należy niestety do zbyt relaksujących zajęć, a ja sama w tym roku bardzo potrzebowałam uspokoić głowę, powrót do Barcelony i jej kojących właściwości był jedynym słusznym wyborem.

Jak to robią Katalończycy?

Choć śródziemnomorski styl najczęściej odnosi się do wystroju wnętrz, to tak naprawdę pojęcie jest dużo bardziej holistyczne. Obejmuje kulturę relaksu, jedzenia, aktywnego wypoczynku i przyjemności pracy. Bardzo ważne jest otoczenie. Eklektyzm nie oznacza bajzlu:) Południowe wnętrza stawiają na neutralne kolory, naturalne materiały i mnogość roślin. To swoista baza spokoju ducha. Oczywiście zdrowie i sprawność fizyczna jest równie ważna, dlatego wszędzie znajdziemy również miejsca do ćwiczeń – czy w hotelu, czy w miejscach publicznych.

#WeLovePets

Katalończycy kochają też psy. Zazwyczaj większych ras. Biegając po mieście głównie natknąć się można na wszelkiej maści staffy, labradory i dogi. W hotelu, w którym się zatrzymaliśmy dodatkowy koszt związany z obecnością psa wynosił 20 EUR. Jedynym obostrzeniem (oprócz oczywiście zdrowotnych) była konieczność prowadzenia psa na smyczy, niezostawiania go samego w pokoju i zakaz wchodzenia z psem do restauracji. Wilczaki, niestety w części państw uważane jako potencjalnie agresywne hybrydy, są całe szczęście dozwolone w Hiszpanii. Przeprowadzając się do Barcelony prawdopodobnie musiałabym wyrobić wcześniej kartę posiadacza agresywnego psa przechodząc testy psychologiczne. No i nie zapominać jej wychodząc na spacer;) Ilva tym razem jednak została w Polsce i odpoczywała od nas u swojej przyrodniej siostry. A my mogliśmy spokojnie wypić kawę na dachu:)

One thought

Dodaj komentarz